wtorek, 2 maja 2017

Chińska gąbka do makijażu-hit czy kit?

Cześć :)
Jak sam nagłówek mówi, post będzie o chińskiej gąbeczce do makijażu.
Szczerze powiedziawszy, to nie jestem pewna, czy wcześniej bym się zdecydowała na kupno w chińskim markecie czegoś do nakładania podkładu, czy w ogóle jakieś tego typu akcesoriów do makijażu. Jednakże niedawno temu miałam okazję być właśnie malowana przy pomocy tejże gąbeczki. Stwierdziłam, że w sumie co mi szkodzi i poszłam na małe zakupy.
Gąbeczki są dostępne w różnych kolorach i kształtach. Ja wybrałam taką:
Jest zbita, leciutka i zalatuje trochę chińszczyzną-niestety.
Oczywiście aby ją prawidłowo użytkować i by nie piła zbyt wiele podkładu, trzeba ją wcześniej porządnie nasączyć wodą, odcisnąć i można przejść do aplikacji kosmetyków.
Gąbeczka przed namoczeniem wygląda tak:
Po namoczeniu nabiera troszkę kształtów i wtedy prezentuje się tak:
Produkt świetnie się sprawuje podczas aplikacji podkładu, robi nieporównywalnie lepsze wykończenie od silikonowej gąbeczki czy pędzla. Dzięki temu podkład, który ciastkował mi twarz teraz wygląda na twarzy naturalnie i nie robią się żadne plamy. Zaletą tego produktu jest też to, że świetnie nadaje się do aplikacji pudrów sypkich, ponieważ nie ma później efektu tępego matu, dzięki czemu wszystko na twarzy sie łądnie ze sobą komponuje.
Jak dla mnie-rewelacja!
Cena:6zł.

 Od niedawna ruszyła moja stronka na fb! Wchodźcie, lajkujcie i obserwujcie! :)
https://www.facebook.com/dorotaczekaj.makeup/

Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
Obiecałam także rozdanie, jeśli będę miała 1000 followersów, więc kochani do dzieła! Obecnie jest Was ponad 900! Dziękuję, że jesteście ze mną! :*
https://www.instagram.com/dorota_makeup/


sobota, 8 kwietnia 2017

SiliSponge - silikonowa gąbeczka do makijażu, czyli moja wygrana w konursie drogerii Kosmyk

Cześć! :)
Dawno mnie tu nie było ze względu na mały wyjazd w góry w zeszły weekend :) Nauka w klasie maturalnej dobiega końca, więc mam nadzieję, że będę pisać tu częściej :)
Ostatnio wzięłam udział w konkursie drogerii Kosmyk :) Zasady polegały na tym, by napisać, jak najbardziej się lubi nakładać podkład i dlaczego. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć i napisałam. Do wygrania była silikonowa gąbeczka do makijażu. Po kilku dniach dostałam wiadomość od drogerii Kosmyk, że wygrałam konkurs i jestem proszona o wysłanie adresu drogerii, w której chcę odebrać nagrodę. Najbliżej oczywiście miałam punkt w Krzeszowicach i to jego wybrałam. Na drugi dzień udałam się po nagrodę i tak oto zostałam posiadaczką hitu wśród pasjonatek makijażu. :)
Szczerze powiedziawszy, to kiedy się dowiedziałam o tej gąbeczce, to byłam trochę sceptyczna. Uważałam, że ci producenci wymyślają już na siłę tego typu akcesoria. Nie zamierzałam w związku z tym kupować tej rzeczy, ale później po ogłoszeniu konkursu stwierdziłam, że w zasadzie mogłabym przetestować tą dziwną rzecz.
Gąbeczka, jak sama nazwa wskazuje, jest silikonowa. Jest przezroczysta , dość gruba, a jej rozmiar wynosi niewiele więcej niż 6 cm.

Gąbeczka jest giętka i lekka, dlatego nie sprawia większych problemów.
Co mówi producent?
Silikonowa, gładka gąbeczka doskonale rozprowadza płynne, półpłynne i kremowe produkty do makijażu, takie jak podkład, róż, czy baza pod makijaż. Nie wchłania kosmetyków pozwalając na optymalne ich zużycie. Silikonowa gąbka jest niezwykle łatwa w czyszczeniu.
Sposób czyszczenia: Po użyciu wystarczy opłukać mydłem albo płynem do makijażu. W jednej chwili gąbeczka odzyskuje czystość.
Jaka jest moja opinia?
Muszę przyznać, że na początku miałam bardzo mieszane uczucia. Dotychczas podczas nakładania podkładu pędzelkiem, nanosiłam na jeden policzek pełną pompkę kosmetyku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po użyciu jednej pompki na policzek zaczęłam rozprowadzać silikonową gąbeczką produkt. Miałam ogromny z tym problem! Zwaliłam oczywiście całą winę na gąbkę, bo swój podkład uwielbiam. Jednak na drugi dzień tą samą ilość podkładu zaaplikowałam na całą twarz i szybko doszłam do wniosku, że ten produkt to coś, czego mi brakowało. W tym samym momencie zrozumiałam, że użytkowanie pędzelka było istnym marnotrawstwem. Gąbeczka totalnie nie pije podkładu, robi ładne wykończenie, a rozprowadzanie nią produktu to sama przyjemność, dzięki jej fakturze, która jest przyjazna dla skóry. Odrobinę zastrzeżeń mam pod względem docierania w miejsca obok nosa, a także na nim samym, ponieważ kształt nie jest zbytnio dostosowany do docierania  w te obszary. Jednak uważam, ze wystarczy trochę wprawy i problem zniknie. Dodatkowo czyszczenie jej jest naprawdę dziecinnie proste i szybkie. Ja każdorazowo nakładam na nią odrobinę szamponu, obracam w rękach, spłukuję i gotowe. :)
Jeśli szukacie dobrej alternatywy do nakładania podkładu, to polecam gorąco ten produkt. :)
Cena: ok. 18 zł w drogeriach Kosmyk. :)

Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
Obiecałam także rozdanie, jeśli będę miała 1000 followersów, więc kochani do dzieła! Obecnie jest Was ponad 900! Dziękuję, że jesteście ze mną! :*
instagram.com/d.czekaj

sobota, 11 marca 2017

Kredka i mascara do brwi Essence

Cześć :) Przez ostatni czas polowałam na jakieś fajne rzeczy do brwi, bo dotychczas były one niezbyt przyzwoite..kształt był taki sobie, a ich wypełnienie i wyraźność pozostawiały wiele do życzenia.
Brwi to bardzo ważna część naszej twarzy. W zasadzie to one kształtują nasz wyraz twarzy i decydują o tym, jak będziemy wyglądać. Nie bez powodu tak bardzo zwraca się na nie uwagę. Źle pomalowane rzęsy  znieść można jako tako, usta też, ale źle zrobione brwi od razu zmieniają twarz i zwracają uwagę nie tylko kobiet ale i też mężczyzn, więc jeśli się nie jest pewnym tego, czy się właściwie wygląda, należy udać się do dobrej kosmetyczki i zasięgnąć jej porady.
Ja ostatnio myślałam nad henną, ale stwierdziłam, ze wolę sama sobie "zrobić" lepsze brwi i zaczęłam eksperymentować, co było powodem mojego udania się do pobliskiej drogerii.
Nie umiałam się zdecydować, co kupić. Stałam przy kilku szafkach i w końcu wybrałam kredkę i mascarę do brwi z Essence. Z tą firmą nie miałam zbytnio do czynienia, mam od nich bodajże tylko jedną małą paletkę cieni, którą lubię i nic poza nią. Stwierdziłam, że co mi tam i kupiłam dwie nowości.
Od tamtego dnia minął niecały miesiąc i myślę, że już na temat tych produktów mogę wyrazić opinie.
Miałam malutki problem z doborem właściwych odcieni i wzięłam je szczerze powiedziawszy "na oko" i na szczęście wzięłam odpowiednie. :)
Najpierw pod lupę wezmę kredkę, bo to od niej zaczynam stylizować moje brwi.
Kredka ma typowe opakowanie dla tego typu kosmetyków. Na zatyczce dołączony jest mini grzebyk do przeczesywania brwi i on jak da mnie jest odpowiedni.
Kredka nie jest ani jakoś super twarda, ani zbyt miękka, według mnie ma odpowiednią konsystencję, ponieważ łatwo rysuje się nią kontur. Jeśli chodzi o pigmentację, to jest bardzo średnia, lecz jest to raczej plus ze względu na to, że nie jest łatwo przesadzić z jej ilością, przez co brwi nie będą wyglądać na przerysowane.
Ja wybrałam odcień 02 Brown.
Trwałość jest w porządku. W ciągu dnia nie jest podatna na zmazywanie, no chyba, że się pociera solidnie ręką po brwi, to wtedy wiadomo, że kredka się zetrze.
Cena: 6,99.
Teraz czas na mascarę. :)
Produkt wygląda jak malutki tusz do rzęs i to mnie bardzo urzekło.
 Ma w środku oczywiście pędzelek jak mascara z tym, że jest trochę mniejszy i ma spiralne włosie jednakowej długości.
Mascarę bardzo łatwo aplikuje się na brwiach, jednak trzeba troszkę uważać, by nie przedobrzyć, bo można nieźle przyciemnić brwi. W ciągu dnia produkt bardzo ładnie się trzyma, nie ściera i nie zbiera na pojedynczych włoskach. Efekt wygląda bardzo naturalnie i ładnie.
Ja już nie rozstanę się z żelami do brwi, ponieważ przy użyciu samej kredki nie uzyska się tak pięknego wykończenia brwi. Włoski wyglądają jakby naprawdę miały taki kolor, bo farbujemy je wtedy tak samo, jak tuszem rzęsy. Natomiast przy pomalowaniu brwi kredką, tak naprawdę widać ewidentnie, że jest pomalowany tylko ten obszar, na którym jest brew, a nie one same.
Wybrałam odcień 02 Browny brows.
Cena: 10.99.
Efekt, jaki uzyskuję przy użyciu tych dwóch produktów prezentuje się tak:
 Ja jestem w tych dwóch kosmetykach, zwłaszcza w żelu absolutnie zakochana! Polecam :)

Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
instagram.com/d.czekaj


niedziela, 19 lutego 2017

Dlaczego warto mieć bibułki matujące w swojej kosmetyczce + test bibułek Optimals Oriflame

Cześć! :)
Ferie mi się niestety skończyły, więc nie miałam zbytnio czasu, by tutaj zaglądać. W najbliższy weekend chyba się tutaj w ogóle nie pojawię ze względu na to, że mam wtedy studniówkę.

Ostatnio zainteresowałam się bibułkami matującymi. Myślałam na co to komu i czy faktycznie taka jedna bibułka może zdziałać cokolwiek na twarzy. Moja sceptyczność skończyła się wraz z chwilą, kiedy po raz pierwszy użyłam tego produktu. Ale o tym za chwilę. :)

Bibułek matujących używamy jak sama nazwa wskazuje - do zmatowienia twarzy. Mają ona za zadanie zniwelować problem błyszczenia się skóry, usunąć nadmiar sebum i nadać twarzy świeży wygląd.
Każda dziewczyna powinna mieć je w swojej kosmetyczce nie zamiast, ale wraz z pudrem. Najlepszy efekt uzyskamy, gdy bibułkę przyłożymy i dociśniemy w miejscach najbardziej błyszczących się, odczekamy chwilkę i od razu zauważymy, że bibułka sebum wchłonęła, a skóra została zmatowiona. Później wystarczy tylko lekko przypudrować twarz i gotowe! :) Taki zabieg gwarantuje, że unikniemy zbyt dużej ilości pudru na twarzy,  ponadto mamy pewność, że sebum nie ma w nadmiarze w skórze, tylko wyciągnęła je bibułka.

Ja pokusiłam się na bibułki z Oriflame Optimals oxygen boost.
Opakowanie zawiera 50 bibułek w kolorze zielonym. Trzeba uważać, by nie dawać ich na spód kosmetyczki, czy torebki ze względu na papierowe opakowaniem które może szybko ulec zniszczeniu.

 Jeśli chodzi o użytkowanie, to jestem zadowolona. Bibułki łatwo wydobyć z opakowania, świetnie wchłaniają sebum i dobrze matowią skórę, pozostawiając efekt mało widocznego brokatu, który znika po lekkim przypudrowaniu. Jestem z nich bardzo zadowolona, nie mam do nich absolutnie żadnych zastrzeżeń. :)
Bibułki są dostępne praktycznie w każdej drogerii, są tanie i rzadko przekraczają 15 zł. ::)
Cena:9,99.

 Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
instagram.com/d.czekaj

czwartek, 9 lutego 2017

Oczyszczanie twarzy z zaskórników + recenzja toniku Avon

Na pomysł napisania dzisiejszego posta wpadłam wczoraj, bo nie było ostatnio niczego o pielęgnacji.
Co mają wspólnego rumianek z tonikiem do oczyszczania twarzy? Zapraszam do lektury! :)
Zapewne wiele z Was boryka się z problemem zatkanych porów, przez co tworzą się niechciane i nieestetyczne zaskórniki. Po wpisaniu w internet sposobów na te niedoskonałości, wyskakuje wiele możliwości. Pytanie jednak, co będzie najodpowiedniejsze?
Z mojej strony nasuwa się propozycja bardzo łatwa, tania i możliwa do wykonania w domu.
Mianowicie chodzi o parówki na twarz. I nie chodzi tutaj o parówki z mięsnego, tylko "leczenie" skóry parą.
 Jednak zanim przejdziemy do omawiania tego kroku, zawsze wcześniej należy zmyć makijaż i oczyścić bardzo dokładnie skórę. Następnie zagotowaną wodę wlać do szerokiego i głębokiego naczynia, wrzucić dwie saszetki rumianku, nakryć głowę ręcznikiem i spędzić pod nim 10-15 minut, a wtedy pory zostaną otwarte i gotowe na kolejne zabiegi pielęgnacyjne. Skóra po tym zabiegu jest wyraźnie oczyszczona, gładka i miła w dotyku.
Bardzo dobrą alternatywą na oczyszczenie i usunięcie części zaskórników jest tonik oczyszczający przeciw wągrom z 2% kwasem salicylowym Avon Clear Skin blackhead clearing.
Może to kogoś zdziwić, ale toniki na bazie alkoholu w tych przypadkach są najbardziej pożądane, ponieważ pomogą głęboko oczyścić skórę. Wystarczy nanieść na wacik kilka kropel i oczyścić twarz. Trzeba uważać, by nie zbliżać się zbyt bardzo do okolic oczu, by ich nie podrażnić no i trzeba też dzielnie wytrzymać niemiły zapach alkoholu. Tonik u mnie dobrze się sprawuje, dobrze oczyszcza twarz i nie mam do niego zastrzeżeń. Dobrze współgra z wyżej opisanym naparem z rumianku. :)
Cena rumianku:3/4 zł.
Cena toniku: ok. 10 zł/100ml.

Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
instagram.com/d.czekaj

piątek, 3 lutego 2017

Naprawianie kosmetyków sypkich

Długo zwlekałam z opublikowaniem tego typu posta, ponieważ albo żaden kosmetyk mi się nie "zepsuł", a jak się zepsuł, to za każdym razem zapominałam kupić spirytus.
Dzisiaj jednak nadszedł moment, kiedy jedno i drugie się zeszło, więc postanowiłam tym razem nie czekać i zabrać się za pisanie. :)

Zapewne wielokrotnie zdarzało Wam się rzucić torebką albo nieopatrznie zrzucić jakiś sypki kosmetyk na podłogę i klops, rozsypał się w drobny mak. Pół biedy, kiedy nic nie wyleci z pudełka, bo można wtedy śmiało myśleć o naprawieniu go, jeżeli natomiast opakowanie nie wytrzymało upadku i kosmetyk wylądował w całości na podłodze, to nie ma co ratować - trzeba niestety wyrzucić. Serce trochę boli, ale lepiej wydać pieniądze na coś nowego, niż później nosić bakterie na twarzy...
W jaki sposób odratować rozwalony kosmetyk? Odpowiedź znajdziecie niżej. :)
Mi ostatnio przytrafiło się, że upadł mój ulubiony rozświetlacz Lovely. Przyznam, że to była moja pierwsza naprawa i zastanawiałam się, jak mi pójdzie i okazało się, że ta metoda działa naprawdę.
Po rozwaleniu, rozświetlacz był w takim oto stanie:
Prawda, ze nic ciekawego, wręcz obraz nędzy..
Jednak szybko zakupiłam antidotum.
I wzięłam się natychmiastowo do działania.
Najpierw zaczęłam od pokruszenia wykałaczką na jak najmniejsze kawałeczki pozostałości po kosmetyku.
 Po rozkruszeniu, dodałam kilka kropel spirytusu i wymieszałam zawartość.
Później owinęłam monetę w chusteczkę, by lepiej docierała do krawędzi opakowania i zaczęłam utwardzać i rozprowadzać równomiernie rozświetlacz.
Po tych czynnościach pozostawiłam kosmetyk do wyschnięcia, by resztki spirytusu odparowały. :)
Tak prezentuje się obecnie już naprawiony produkt. :)

Mam nadzieję, ze skorzystacie z tego posta i również odratujecie swoje rozwalone kosmetyki w ten sposób i tym samym nie wylądują one w koszu. :)


Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
instagram.com/d.czekaj





piątek, 30 grudnia 2016

Wszystko o pędzlach

Hej kochani!
Wczoraj było o zestawie pędzli, a dzisiaj będzie ogólnie o wszystkich pędzlach. Dokładnie omówię ich funkcje, rodzaje i w ogóle po co nam pędzle?
Pędzle towarzyszą człowiekowi od dawien dawna. Pierwsze pędzle pojawiały się już p.n.e! Oczywiście na początku służyły do pisania, m.in. w Chinach. Później zaczęły służyć mężczyznom do golenia, do malowania powierzchni, aż w końcu znalazły swe zastosowanie w wizażu. Pędzle można podzielić na wiele rozmaitych kategorii, jednak zajmiemy się jednym z najbardziej podstawowych podziałów, mianowicie na te z włosiem syntetycznym oraz na te z włosiem naturalnym. w dzisiejszej dobie technologicznej trudno jednak czasem je w zasadzie od siebie odróżnić. Które są lepsze? Trudno powiedzieć. To zależy od indywidualnych preferencji.
Pamiętajmy, że tak naprawdę nie trzeba wcale używać pędzli zgodnie z zaleceniami producenta. Istotne jest to, by danej osobie było wygodnie robić nim daną część makijażu. :)
 Włosie naturalne:
- dzięki niemu otrzymamy lepszą pigmentację produktu
- dobrze radzi sobie z rozprowadzeniem kosmetyków, co zmniejsza ryzyko zrobienia plam np. różu czy bronzera
- jest bardzo delikatne i podatne na zniszczenia, dlatego podczas mycia trzeba być bardziej ostrożnym
- może niemiło pachnieć
- może uczulać
- nadaje się najlepiej do produktów suchych i pudrowych
Włosie syntetyczne:
- rzadko uczula
- nie jest aż tak bardzo delikatne
- przy ich używaniu trzeba nabierać więcej sypkich produktów
- najlepiej nadaje się do produktów płynnych i kremowych

Zastosowanie pędzli.
Pędzle do pudru:
Muszą być duże i puchate, by puder mógł delikatnie utrwalić makijaż bez wtłaczania.

Pędzle do podkładu:
Wiele osób preferuje nie tylko pędzle do makijażu, lecz także beauty blendery, czy nakładanie palcami. Jeśli jednak przyjdzie czas na wypróbowanie pędzla, należy zwrócić uwagę na to, by jego włosie było gęste i zbite. Główka może być płaska lub okrągła.
Ja pędzla z lewej strony używam także do konturowania na mokro, a dokładniej do nakładania bronzera.

Pędzle do konturowania, czyli do różu, rozświetlacza i bronzera:
Do różu najlepszy jest środkowy pędzel, który jest ścięty. Do rozcierania bronzera nałożonego na mokro, używam pędzla z lewej strony, natomiast do nakładania suchego bronzera używam pędzla z prawej strony.

Pędzle do cieni do powiek:
Tutaj pędzli jest multum. Wszystko zależy, czy chcemy tylko nałożyć pigment bazowy, czy go rozblendować, czy raczej nie.
Do zwykłego nakładania pędzli najlepiej nadają się zwykłe, płaskie pędzle (4 od prawej strony lub 3 od lewej), a do blendowania bardziej zbity, bądź puchaty (4 i 5 od lewej).

Pędzle do ust:
W tym przypadku do ust nadają się zdecydowanie owalne i zbite pędzle, które świetnie poradzą sobie z obrysowaniem ust i wypełnieniem ich bez żadnych niemiłych niespodzianek.

Pędzle do brwi:
 Tutaj pozwolę sobie odbiec od normy, czyli typowego, ściętego i chudego pędzla do brwi. U mnie świetnie sprawdza się mały i chudy, zwykły pędzel, który świetnie rozciera produkty do brwi, nie robiąc przy tym żadnych plam ani zniekształceń. 

Mycie pędzli.
Mycie jest niezbędną częścią przygodny z bohaterami dzisiejszego posta. Aby nasi przyjaciele długo cieszyli się żywotem, trzeba o nie odpowiednio dbać.
- pędzle trzeba czyścić po każdym użyciu, ponieważ stosowanie niemytego pędzla choćby przez tydzień może spowodować znaczne pogorszenie się stanu cery
- do mycia pędzli można używać delikatnych szamponów (najlepiej tych dla dzieci)
- przed nałożeniem środka myjącego, warto wcześniej pędzle zmoczyć
- podczas mycia, należy wykonywać koliste ruchy, bądź przesuwać je z góry na dół zgodnie z kierunkiem włosia, nigdy pod włos, żeby uniknąć rozklejenia go
- suszyć pędzle należy w pozycji leżącej
- po wysuszeniu można je włożyć do naczynia, ale ważne jest to, by nie cisnęły się w nim, gdyż uniemożliwi to włosiu powrotu do pierwotnego kształtu
- nie wskazane jest przechowywanie pędzli w łazience, gdyż wiecznie zmieniająca się tam temperatura wzmaga powstawanie licznych bakterii, które na naszych przyjaciół bardzo źle wpływają

To tyle! :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, wręcz zaciekawiłam i nieco pomogłam . ;)

Mam do zaoferowania rabaty za zakupy kosmetyczne :) Osoby chętne proszę o wiadomości lub zgłoszenie się w komentarzu. :)

 Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
instagram.com/d.czekaj

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Pielęgnacja skóry zimą

Sucha i spierzchnięta skóra dłoni, zmarznięta twarz, popękane usta....to najczęstsze zjawiska towarzyszące praktycznie każdej osobie zimą. Wtedy na ratunek muszą nam przyjść odpowiednie kosmetyki. Pytanie tylko jakie? Ja postaram się pomóc w rozwiązaniu tego problemu. :)
Zapraszam zatem na kolejny post :)
Podczas silniejszych mrozów skóra twarzy bardzo cierpi. Niestety w przeciwieństwie do np. rąk, nie możemy jej w żaden sposób w całości zakryć. Sprawia to ogromny problem. Nie da się przez to uniknąć licznych uszkodzeń naskórka, który jest bardzo wrażliwy na wpływ czynników zewnętrznych. Jak w maksymalny sposób powstrzymać wszelkie oznaki zniszczeń? To proste! :)
W sieci sklepów Rossmann dostępne są w wielu wariantach kremy Eveline Extra Soft o pojemności 200 ml, które dzięki temu pozostają z nami naprawdę bardzo długo nawet przy bardzo częstym użytkowaniu. Ponadto są bardzo, bardzo tanie, bo na promocji kosztują 5/7 zł, natomiast w cenie regularnej ok.12 zł. Ale przejdźmy do rzeczy. :)
Wielu z Was te kremy są pewnie znane. Każdy z nich jest "dedykowany" dla różnorodnych problemów ze skórą. Są stworzone według szwajcarskiej receptury, zawierają filtry UVA i UVB. Ten akurat jest przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Producent zapewnia, ze ten krem dostarczy skórze 24 godzinne nawilżenie i ochronę, świeżość, miękkość, ukojenie skóry, ma doskonale wchłaniającą się formułę bez uczucia lepkości. U mnie krem sprawdza się rewelacyjnie, nawilża i koi skórę, chroni przed uszkodzeniami, dobrze się wchłania, skóra nie jest lepiąca, ale gładka i miękka. Krem dodatkowo zawiera d-panthenol, który zmniejsza utratę wody w skórze, co zapewnia nawilżenie, sprawia, że skóra jest miękka i elastyczna, chroni przed łuszczeniem się naskórka, działa łagodząco i przeciwzapalnie, działa antybakteryjnie, a co najważniejsze, działa gojąco i regenerująco oraz nie uczula. Ma w składzie także alantoinę, która działa podobnie jak d-panthenol. I trzeci najważniejszy składnik, mianowicie olejek z awokado, który wygładza skórę, głęboko ją nawilża, wspomaga w leczeniu trądziku oraz działa przeciwzmarszczkowo.
Jeśli chodzi o konsystencję produktu, to jest bardzo lekka i zbita. Łatwo wydobyć go z opakowania, dodatkowo pachnie świeżo, jak typowy krem. Nie zapycha, idealnie nadaje się pod makijaż, a nałożony grubą warstwą na noc, zapewnia duży komfort. Jednak aby krem spełniał do samego końca swoje zadanie, należy pamiętać, aby nakładać go za pomocą patyczka kosmetycznego, widocznego na zdjęciu powyżej, by zminimalizować działanie czynników zewnętrznych, gdzie znajdują się siedliska bakterii. Jeśli nie ma innego wyjścia, można zaaplikować krem bezpośrednio palcami, ale tylko i wyłącznie po zdezynfekowaniu ich kremem dezynfekującym, bo w przeciwnym razie krem po dwóch tygodniach się zepsuje i nie będzie pełnił właściwie swojej roli - wręcz przeciwnie, może nawet zaszkodzić. Tak dzieje się w przypadku wszystkich kremów tego typu. Niestety mało osób o tym wie i między innymi w taki sposób rodzą się problemy skórne.

Niejednokrotnie zdarza nam się w pośpiechu zapomnieć rękawiczek z domu, a na polu panuje mróz. Niestety szkodzenie dłoni gwarantowane. Dłonie stają się zmarznięte, spierzchnięte i często wręcz popękane. Sprawia to ogromny dyskomfort i nierzadko wręcz ból zwłaszcza w zetknięciu z ciepłą wodą. Wtedy każdy chce uciec się do skutecznej pomocy. Rozwiązaniem na problemy z dłońmi jest krem Silk beauty Oriflame.
Krem ma wygodną tubę, dlatego użytkowanie jest bardzo proste. Szkoda, że posiada zakrętkę, a nie klips. Jednak to jego jedyny mankament. Produkt zawiera proteiny jedwabiu, które łatwo się wchłaniają w skórę, utrzymują jej elastyczność, sprężystość i gładkość, zatrzymują wodę w naskórku. Ekstrakt z orchidei gwarantuje zachowanie strukturę komórek.
Konsystencja jest lekka i szybko się wchłania. Krem pachnie kwiatowo. Szybko regeneruje uszkodzenia i zapewnia komfort dla dłoni.
Cena: ok 12/14 zł za 150 ml.

Niska temperatura, tzw. oblizywanie się na mrozie dyskwalifikują usta w prawidłowym funkcjonowaniu. Jak temu zaradzić? Najlepiej wybrać się do Rossmanna i kupić rewelacyjną pomadkę Isana hydro.
Jak po raz pierwszy jej użyłam, byłam wprost zachwycona! Pomadka świetnie nawilża usta, specjalna formuła zawiera kompleks ochrony zapobiegający wysychaniu i pierzchnięciu ust oraz idealnie wspiera ich naturalne nawilżenie. Cenne oleje, jak olej z pestek winogron, ochronny wosk kandelila i naturalny wosk pszczeli, zapewniają ustom naturalną barierę ochronną w każdych warunkach pogodowych. Jest wprost idealna! Stosuję ją od dwóch lat i poprzez ten czas testowałam też wiele pomadek, jednak żadna inna tej nie dorasta do pięt.
Cena: ok. 5 zł.

I przyszedł czas na ostatni, uniwersalny produkt. Jest to bardzo znana maść z witaminą A.
Maść dostępna jest w każdej aptece za około 5 złotych! Produkt jest hitem, ponieważ ma różnorodne zastosowanie, m.in. jako maść ochronna do ust, środek przeciw niedoskonałościom i sińcami pod oczami, uciążliwe skórki koło paznokci, zajady, podrażnienia...po prostu na większość rzeczy. U mnie jest to niezbędnik w kosmetyczce! :)

Mam nadzieję, że tym postem pomogę Wam bardziej zadbać o skórę w ten czas pełen wyzwań dla skóry. :)

 Mam do zaoferowania rabaty za zakupy kosmetyczne :) Osoby chętne proszę o wiadomości lub zgłoszenie się w komentarzu. :)

 Wpadajcie na ig! Tam na bieżąco nowości kosmetyczne :)
instagram.com/d.czekaj






poniedziałek, 10 października 2016

Tricki urodowe

Witam w poniedziałek! :)
Uśmiech u mnie w poniedziałek to nie lada wyczyn, ale mam powody, bo w końcu 3 dni nauki, to prawie nic. Mam dzisiaj niezłą wenę, więc postanowiłam, że napiszę post całkiem inny, niż poprzednie, a mianowicie o przydatnych trickach kosmetycznych, które zapewne Wam mogą się przydać, a niekoniecznie o nich słyszałyście.
Zapraszam!
1.Olejowanie włosów.
Olejowanie włosów to bardzo istotny zabieg dla osób, które chcą mieć piękne i zdrowe włosy. jest ono bowiem doskonałym rozwiązaniem dla zniszczonych, łamliwych i matowych włosów, rozdwojonych końcówek albo wypadających włosów. Olejowanie włosów w widoczny sposób wpływa na poprawę ich wyglądu, służy ich nawilżeniu, odżywieniu, poprawieniu ich sprężystości i regeneracji.
Jeśli po tym zabiegu cięzko spłukać olej z włosów, użyj odżywki, by ułatwić sobie ten zabieg.

2.Jeśli zauważyłaś, że na linii włosów pojawiły się małe krostki, być może jest to spowodowane niedokładnym zmyciem maski, bądż odżywki. Zwracaj na to szczególną uwagę. Jest to bardzo ważne, ponieważ zawarte w odżywce silikony i oleje mogą bardzo zapchać skórę.
3.Jeśli chcesz utrwalić swój makijaż, a akurat skończył Ci się utrwalacz, bądź szkoda Ci na niego pieniędzy, użyj opakowania (wcześniej dobrze umytego) po odżywce lub lakierze w sprayu, nalej do niego wody i voilà! Woda bardzo dobrze wiąże kosmetyki ze skórą, dlatego nie trzeba narażać się na dodatkowe koszta związane z utrwaleniem makijażu. ;)
4.Malowanie paznokci.
Jeśli masz ochotę na jasne paznokcie, ale Twój lakier wymaga nakładania go milion razy, użyj najpierw białego lakieru, który uwydatni inny jasny kolor i po sprawie! :)
5.Chyba wszystkie z nas chcą mieć piękne i zdrowe paznokcie. Niestety często zdarzają się takie sytuacje, kiedy zaczynają się łamać, rozdwajać i przestają rosnąć. Aby jak najbardziej tego uniknąć, trzeba pamiętać, żeby każdorazowo nakładać odżywkę na czubki paznokci, bo to one są głównymi sprawcami rozdwajania się i łamania ich. Niby taki banał, a jak może zaszkodzić taka niewiedza.
To tyle porad na dziś. Podobało Wam się?
Chciałybyście więcej takich postów? :)

Zapraszam na instagram! :)
instagram.com/d.czekaj



sobota, 10 września 2016

Co trzymam w torebce?

Hejka :)
Tak jak wczoraj obiecałam, dzisiaj post o tym, co zwykle trzymam w torebce. Oczywiście są to rzeczy na "większe" wyjścia..do szkoły, pracy itd. ;)
Absolutnie podstawowymi rzeczami, które mam ze sobą zawsze, to słuchawki do telefonu, telefon (nie ma go na zdjęciu, bo robiłam nim zdjęcia), powerbank, perfumy, dezodorant, ochronna pomadka, ulubiona szminka. krem i maść do rąk, kalendarz, bądź notatnik, portfel, okulary przeciwsłoneczne, małą szczoteczkę do włosów, lusterko i tabletki.
Jeśli chodzi o kosmetyki, to nie zabieram ich ze sobą zbyt wiele, ponieważ tak typowo, to raczej nigdzie nie poprawiam makijażu, bo tego nie potrzebuję. Jednak w nagłych przypadkach w pogotowiu zawsze mam ze sobą podkład, puder, róż, rozświetlacz, bronzer, tusz do rzęs i korektor.





Co się dziwić, kiedy torebka przeciętnej kobiety tak wygląda i ciężko nam w niej cokolwiek znaleźć? ;-)

Nie zapomnijcie wpaść na mojego instagrama!
instagram.com/d.czekaj



piątek, 9 września 2016

Przechowywanie kosmetyków

Cześć :)
Dzisiaj zagospodarowałam odrobinę czasu i zabrałam się za tworzenie posta. Tęsknię troszkę za nadmiarem wolnego czasu i swobody pisania tutaj, no ale muszę przeżyć.
Ten post będzie o tym, jak przechowuję moje kosmetyki. Jest tego trochę, ale muszę gdzieś pomieścić moje skarby. Nie wspomnę już, że mam słabość do wszelkich pudełeczek na różne bzdety. Stąd mam tyle tego w domu. Ale do rzeczy, bo nie chcę Was zanudzić. ;)
Na początek organizer na pędzle. Jest to w zasadzie doniczka, ale wiele osób ją używa jako organizery na pędzle, bądź na długopisy. Doniczka jest elegancka, biała, zdobiona i mega tania! Kosztuje około 7-9zł w Biedronce.
Wszystkie moje cienie do powiek przechowuję w uroczym białym, zdobionym pudełeczku ze szkiełkiem, które dostałam na urodziny. Jest pojemne i zwraca uwagę. Uwielbiam je!

Waciki kosmetyczne przechowuję w zamykanym, uroczym słoiczku przewiązanym szarą wstążeczka z serduszkiem. Wygląda to elegancko i słodko. Pomysł ten podkradłam Red Lipstick Monster. Słoiczek kosztuje około 10 zł w Pepco.

I teraz mój ukochany organizer - pudełko z Pepco, które niedawno trafiło do sieci tych sklepów. Od razu, jak je zobaczyłam, to wiedziałam, że muszę je mieć. Jest bardzo ładne i pasuje do moich pozostałych pudełeczek. Ma urocze wzory i aż żal go nie mieć! Pudełko jest bardzo pojemne, przechowuję w nim różne rzeczy, np.olejek do włosów, kosmetyki do oczyszczania twarzy i balsam do ciała z dwoma kremami na noc i dzień.

 Cena:9,99. Dostępne w różnych wielkościach i wzorach.
Balsamy do ciała, oliwkę, mój ulubiony krem do twarzy, patyczki higieniczne i różne inne rzeczy trzymam w zgniłozielonym pudełku z Pepco. Ma ono na bokach otwory na palce. Jest pojemne i cieszy oko. Jest dostępne w różnych rozmiarach i kolorach.
Cena:12-14 zł.
Szminki, bransoletki, i inne drobne rzeczy trzymam w dwóch organizerach. Jeden dostałam na urodziny (przezroczysty), a drugi (czarny) kupiłam za 9,99 w Biedronce jakiś czas temu, chociaż co jakiś czas są one dostępne, ponieważ są bardzo rozchwytywane. Lubię je, mieszczą mi się w nich wszystkie rzeczy i na dodatek pięknie wyglądają!
Na koniec zostawiłam moją kosmetyczkę, w której trzymam najważniejsze rzeczy do podstawowego makijażu, czyli m.in. podkład, puder, tusze do rzęs, róż, rozświetlacz, bronzer, korektor, itd. ;) Kosmetyczka ma już swoje lata i na dodatek ją dostałam od mamy, dlatego nie pamiętam, ile mogła kosztować. ;)





Mam nadzieję, że post się Wam podobał. ;)
Jutro planuję napisać post o tym, co zawsze noszę ze sobą w torebce. ;)

Tymczasem życzę Wam miłego weekendu i zapraszam do odwiedzania i obserwowania mojego instagrama :)
instagram.com/d.czekaj